JESTEM: kobietą
BĘDĘ: kobietą
MARZĘ O: spokoju
PRACA JEST DLA MNIE: miłym miejscem, wielkim wyzwaniem i jest potrzebna
W WOLNYM CZASIE: wszystko: gotuję, piorę, jeżdżę na nartach, na łyżwach, maluję obrazy, rozmawiam przez telefon, sprawdzam e-maile
Pracuje Pani w Marriott Hotel od samego początku, nie miała Pani chwil zwątpienia?
Chwile zwątpienia mam co 10 lat. Pracując przez 10 lat w gastronomii jako filolog arabista, dawałam sobie radę całkiem nieźle. Przyszedł jednak moment, w którym poczułam, że muszę poszukać innego wyzwania. Praca w gastronomii jest bardzo ciekawa, daje niesamowitą możliwość kontaktu z gośćmi i to jest piękne. Jestem osobą, która potrzebuje kontaktu z ludźmi jak powietrza. Nawet gdy coś się wydarzy, coś się zapomni, to gość jest w stanie zrozumieć, dzięki nawiązanym relacjom. A gastronomia daje nam dodatkowy wachlarz możliwości: dodatkowy stolik, kawa z ciasteczkiem na przeprosiny. Dlatego uważam, że każdy kto wiąże swoje plany zawodowe z hotelarstwem powinien zaczynać swoje kroki od gastronomii.
Praca daje obraz nas samych: gdzie możemy pójść dalej, co lubimy a czego nie. Po 10 latach miałam takie załamanie i mając różne propozycje dorosłam do decyzji, że czas coś zmienić w mojej karierze. Gdy dowiedział się o tym mój Dyrektor (chodziłam przecież na rozmowy, szukałam kontaktów, które mógłby dać mi możliwość innej pracy),przeniósł mnie wtedy na drugą część hotelu. Tu nowe wyzwanie: pokoje, rezerwacje. I to był bardzo dobry pomysł. Zostałam w firmie i przez kolejne 10 lat robiłam zupełnie coś innego.
Proszę opowiedzieć nam o początkach. Studiowała Pani arabistykę, a w rodzinie króluje medycyna. Skąd hotelarstwo?
Wszystko zaczęło się od mojej mamy, która wyjechała na 10 letni kontrakt do Libii zostawiając mnie z tatą, bratem i psem. Byłam wtedy w drugiej klasie liceum i nie umiałam gotować, nie umiałam być gospodynią, bo wszystko robiła mama. I gdy nagle wyjechała i zostaliśmy pod opieką taty. Zawsze w niedzielę tata nas zapraszał do restauracji, bo nie umiał tak dobrze gotować jak mama, a poza tym chciał pokazać nam ten inny świat. Wtedy podglądałam nie tylko jak się trzeba zachowywać w restauracji, ale jak się zachowuje obsługa restauracji, jak np. podają nam zupę węgierską w podgrzewanych naczyniach:-) to samo chciałam oczywiście zrobić w domu. Tata mówił mi zawsze na co należy zwracać uwagę od strony gościa. I to był początek mojej gastronomicznej lekcji i przygody, która trwa zresztą do dziś. Poza tym ja nie chciałam, jak właściwie większość mojej rodziny zostać lekarzem, nie chciałam aby problemy dnia codziennego były związane ze zdrowiem, szczególnie innych. I proszę sobie wyobrazić, że po 20 latach jednak jestem lekarzem, "lekarzem dusz", czasem mam kolejkę gości tutaj do biura, którzy chcą ze mną porozmawiać. Ja bardzo lubię mówić, ale dzięki Gościom nauczyłam się słuchać. W moim biurze jest dużo pamiątek, każdy chce coś zostawić po sobie a potem jak przyjeżdża kolejny raz cieszy się, gdy widzi, że jego prezencik jest nadal w tym samym miejscu. To nie jest biuro, to muzeum mojej pracy.
Po 20 latach pracy tak ważna nagroda, co zmieniła ona w Pani życiu?
Zmienić nie zmieniła. Ja wciąż jestem taka sama- do mnie cały czas nie dochodzi, że jest to aż tak ważna nagroda. Jak widzę swoje nazwisko, jak widzę filmy z tej uroczystości… ta magia internetu... to nieprawdopodobne. Cały czas jednak podkreślam, że nie jest to tylko moja nagroda- to nagroda wszystkich osób pracujących w hotelu Marriott. To te 100 osób, które pracuje od 20 lat. Dzięki nim, ja mogłam być reprezentantką i odebrać nagrodę z rąk Pana Marriotta. Nagroda jest dużą satysfakcją. Do tej pory docierają do mnie wiadomości z całego świata z gratulacjami. Najbardziej cieszą mnie jednak wiadomości od Polaków, którzy dziękują, są ze mną i bardzo mnie wspierają. Poza tym ta nagroda daje motywację, że to co robię, robię dobrze. Uścisk Bossa i zaproszenie po obiór nagrody do Waszyngtonu daje satysfakcję także dla innych. Bo my nie zapominamy , że nasz Gość jest naszym pracodawcą. 20 lat temu, jak zaczynałam byliśmy 500 hotelem i pamiętam nosiliśmy takie duże plakietki z nadrukiem 500 hotel. A teraz jest ich 3500. To mówi samo za siebie.
W jaki sposób zachowuje Pani równowagę między życiem prywatnym a zawodowym?
Czasami pojawia się „dzwoneczek” od męża- jeśli za dużo pracuję i nie widzi mnie od kilku dni, gdyż rano wychodzę a wieczorem wracam.. ten „dzwoneczek” przypomina także o ważnych wydarzeniach w naszym życiu.
Na konferencji prasowej wspominała Pani, że dzień w którym odbierała Pani nagrodę był również okrągłą bo 30 rocznicą Pani ślubu? Proszę zdradzić naszym młodym czytelniczkom receptę na udane małżeństwo?
O każde małżeństwo trzeba dbać. Jak każde ma swoje plusy i minusy. Porządkując Pani pytanie, nasza rocznica ślubu jest teraz w grudniu i na 27.12 planowaliśmy wyjechać do Tunezji, zaprosić znajomych i świętować nasze 30 lecie. W maju okazało się, że wyjeżdżamy ale do Waszyngtonu :). Wsparciem dla nas jest również to, ze otaczamy się małżeństwami z podobnymi stażami. Jeden z naszych znajomych żartuje, że 30 lat szkolił żonę i już nie chciałoby mu się zaczynać od nowa:-) W życiu miałam szczęście, że „dostałam” tak dobrego męża. Druga połowa musi czuć, musi zrozumieć potrzeby, chęć realizacji. Zmienialiśmy się co 10 lat. Ja 10 lat byłam/pracowałam w domu, mąż pracował. Teraz 10 lat mojego „dyżuru”. Poznaliśmy się w sobotę, a w poniedziałek złożyliśmy papiery ślubne. To niby „los” na loterii, ale trzeba ten los pielęgnować, dbać o niego każdego dnia. Nie cały czas trwa euforia, że trzymamy się za rączki i jesteśmy zakochani- musi być równowaga. Musimy poświęcić się sobie, pracy i dzieciom.
Najbardziej charakterystyczny gość hotelu?
Gości charakterystycznych mam bardzo dużo i o każdym mogłabym mówić godziny...
Pamiętam jednak człowieka pająka- Alain Robert, który bez zgody moich zwierzchników wszedł na budynek Marriott`a. Pamiętam sytuację, jak Dyrektor Lim zadzwonił do mojego Dyrektora: słuchaj właśnie ten Twój człowiek pająk wszedł za moimi plecami. My wszyscy czekaliśmy na niego na górze, bądź co bądź jest to już zakłócanie spokoju i niebezpieczeństwo, a przecież takiej reklamy nie potrzebujemy. Później przyszedł do naszej restauracji, z premedytacją Francuzowi zaproponowałam polskie pierogi. To było trafione posunięcie, gdyż od razu nawiązaliśmy ze sobą kontakt. Obiecywał, że następnym razem przyjedzie z żoną i z dziećmi, żeby zrobić u nas konferencję prasową jego książki, którą podarował mi wyjeżdżając. Przeczytałam ją oczywiście w ciągu jednej nocy i doceniłam jego i jego pasję. Opowiada o sobie-pasjonacie, że większym bezpieczeństwem jest wchodzenie po takich budynkach, niż zdobywać szczyty bez zabezpieczenia. Poza tym to nie jest już tylko pasja, ale i sposób zarobkowania poprzez reklamę. Przyjechał tak, jak obiecał - z żoną i z trzema synami. Pamiętam moment gdy zabrałam najmłodszego (2 lata) do toalety, aby umyć mu rączki i w pewnym momencie zobaczyłam, że ten malec w pampersie wspina się do góry po rurze.:-) Tak. To był gość nietuzinkowy. Cala rodzina jego zostawiła ślad w mojej pamięci .
Następnym wyjątkowym gościem była Waris Dirie (Red. Autorka książki "Kwiat pustyni") to osoba, która była tylko tydzień a zostawiła bardzo dużo w mojej pamięci. Dla niej podobnie jak dla mnie bardzo ważny jest los kobiet. Po konferencji prasowej Waris bardzo źle się czuła, a ponieważ ta konferencje prowadziła Grażyna Torbicka, powiedziała do niej: Woris jak będziesz się źle czuła, to w Marriott hotel jest "MAMA HOTEL- Idalia" i zaopiekuje się tobą. I od tamtego dnia Woris kontaktowała się tylko i wyłącznie ze mną nazywając mnie per "mama". Był nawet taki moment po „tej mojej opiece” nad Woris, że nie chciała od nas wyjeżdżać.
I tych osób każdego dnia jest bardzo dużo, do każdej osoby podchodzę bardzo indywidualnie, jakby to był mój dobry znajomy, którego chcę jeszcze u siebie zobaczyć...
W naszym hotelu mieszkało wielu znamienitych gości. Zarówno tych ,o których pisano i mówiono , jak i takich, którzy przyjeżdżali bez wielkiego rozgłosu -prezydentów, książąt, aktorów, reżyserów, pisarzy piosenkarzy i sportowców. Każdy z nich zostawił coś miłego w mojej pamięci.
Czym się Pani kieruje zatrudniając personel do swojego zespołu?
Osobowością. Jak widzę w tej osobie to "coś", chęć do pracy, jest mila i sympatyczna to zapraszam do "rodziny". Oczywiście są spotkania z działem HR, taka osoba przechodzi różne testy, rozmowy, ale pierwszy kontakt jest ze mną. Ze względu na specyfikę musi mówić po angielsku.
Lepiej pracuje się z kobietami czy z mężczyznami?
W mojej branży w zależności od działu i tego co akurat musimy zrobić. Ja osobiście wole pracować z kobietami. Uwielbiam kobiety, ale musi być co najmniej jeden mężczyzna w zespole. Może to po mojej arabistyce, może harem:-) Obecnie mam dwa działy, którymi zarządzam i w nich jest tylko 2 panów. Inna stroną jest w hotelu recepcja - jej nocna zmiana. Nie wyobrażam sobie, żeby tam pracowały kobiety. Od 23.00 mężczyźni i już, a kobiety o 22.00 do domu albo na randki:-) I funkcjonuje to u nas do tej pory. Mam szczęście do kobiet z którymi współpracuję.
Do którego hotelu w sieci Marriott chciałaby Pani pojechać na dłużej, jako "Ambasadorka Polski" i dlaczego?
Na pewno do Kopenhagi. Otwierałam ten hotel i moje wspomnienia cały czas wracają do tej oazy spokoju, bezpieczeństwa, życzliwości. Poza tym jestem bardzo rodzinna i nie bardzo chciałabym wyjechać gdzieś bardzo daleko.
Jak spędza Pani wolny czas?
Jak jestem bardzo zmęczona jadę do lasu do mojego taty, siadam w ogródku i wtedy się wyciszam. Kiedyś pamiętam przechodząc ciężki okres w swoim życiu zaczęłam malować obrazy i to dawało mi ukojenie. Mogę na obrazach przekazywać siebie... Teraz jest tez czas, aby pobyć trochę z Rodzicami. Mama moja nadal jest pełna energii i tata wykłada na Uczelni, pomimo ze maja juz swoje lata . Mam szczęście ze wciąż są aktywni i teraz opowiadają takie ciekawe rzeczy ,nigdy nie miałam czasu dla nich, a i oni pracowali całymi dniami .. .... Czas wolny to nie wolny , trzeba go dobrze organizować, aby sie nie nudzić ,...leżenie w łóżku to nie dla mnie ..
Pani Idalio przez całe spotkanie wspomina Pani o ojcu, odegrał ważną rolę w Pani życiu?
Nie tylko tata ,mama moja wyjechała do Libii na 6 lat ,otworzyła nam okno na świat . To dzięki niej mogłam poznać i studiować kulturę świata arabskiego , nauczyć sie języka arabskiego i angielskiego , a także wyjeżdżać na zachód ,co w tamtych czasach nie było takie łatwe i oczywiste jak dzisiaj . Teraz ,na emeryturze z niezwykła pasja zajmuje się kultywowaniem pamięci o pułku Ułanów Krechowieckich ,jej ojciec , a mój dziadek był jednym z nich ...
Ja mam kochanego ojca. Jednak mam dużo szczęścia w życiu:-) Ojciec jest bardzo ważny. Musi motywować, szczególnie córki tak, jak mój to robił. Tworzy się wtedy niesamowita więź. To, co tata powie jest najważniejsze, cały świat może mówić różne dziwaczne rzeczy, ale to tata je weryfikuje.
Idalia Kostrzewska
Dyrektor do spraw obsługi gości w Warsaw Marriott Hotel. Ma bogate doświadczenie w branży hotelarskiej, z hotelem Marriott związana jest od początku jego działalności, czyli od 20 lat. Swoją karierę zaczynała jako hostessa w restauracji Bacciarelli. W kolejnych latach była menadżerem różnych, hotelowych restauracji, barów i pubów m.in. restauracji Parmizzanos’, pubu O’Hare oraz baru Champions. Obecne stanowisko piastuje od 1999 roku.
Wielokrotnie nagradzana za swoje osiągnięcia zawodowe - w 2010 roku po raz drugi została uhonorowana nagrodą J.W. Marriott Award of Excelence – najwyższym odznaczeniem dla pracowników sieci Marriott International.
Idalia Kostrzewska jest absolwentką Wydziału Orientalistycznego na Uniwersytecie Warszawskim. Mówi po angielsku, arabsku i rosyjsku.








