Kiedy trzy lata temu składałem podanie o przyjęcie do programu matury międzynarodowej IB, nie wiedziałem jeszcze jak trafna i bogata w skutki okaże się to decyzja. Sam proces rekrutacji stanowił poważne wyzwanie. W 2008 roku licea przeprowadzające maturę IB w Polsce wciąż policzyć można było na palcach obu rąk, a ilość kandydatów kilkunastokrotnie przekraczała liczbę dostępnych miejsc. Na wszystkich chcących znaleźć się w grupie trzydziestu „wybranych” szczęśliwców czekały egzaminy językowe i rozmowy kwalifikacyjne, które dla piętnastoletniego gimnazjalisty były zupełnie nowym i niepozbawionym emocji przeżyciem. Pamiętam, z jaką niecierpliwością czekałem na ogłoszenie listy przyjętych i jaką satysfakcję czułem, kiedy znalazłem na niej swoje nazwisko. Wiedziałem, że dostałem wyjątkową szansę, otwierająca przede mną szereg nowych możliwości i byłem zdecydowany w pełni ją wykorzystać.
Idea międzynarodowego systemu edukacji wydawała mi się niezwykle pociągająca. Z jednej strony, pozwalała ona na włączenie się w nowe, językowo odmienne i kulturowo różnorodne środowisko, obejmujące ludzi ze wszystkich zakątków świata, złączonych podobnymi ambicjami i chęcią wszechstronnego, kreatywnego rozwoju. Z drugiej zaś, stanowiła alternatywę dla sztywnych ograniczeń polskich szkół średnich, w dużym stopniu przekazując inicjatywę w ręce samych uczniów. Każdy z nas mógł decydować o wyborze przedmiotów, tematyce prowadzonych prac badawczych, przygotowywanych esejów i prezentacji. Dzięki temu mogliśmy koncentrować się na tym, co najbardziej nas interesowało i z czym wiązaliśmy swoją przyszłość. W zamian oczekiwano od nas sumiennej pracy, krytycznego spojrzenia i odwagi w formułowaniu pomysłów i poglądów obalających utarte schematy.
W moim przypadku, wybór programu IB kosztem polskiej matury miał jeszcze jedną przyczynę. Marzenie o zagranicznych studiach od dawna przemawiało do mojej wyobraźni, a nazwy uczelni w Oxfordzie i Londynie same w sobie wyznaczały cel, któremu trudno było się oprzeć. Wiedziałem, że wyzwanie, z którym miałem zamiar się mierzyć, nie należało do łatwych. Liczyłem jednak, że konsekwentna praca, poświęcony czas i niesłabnąca motywacja pozwolą mi z czasem uczynić je bardziej osiągalnym. Teraz, mając już za sobą wszystkie egzaminy, wiem że mój wysiłek nie poszedł na marne. Udało mi się znaleźć w grupie stu osób z całego świata, które ukończyły program IB z najwyższym możliwym wynikiem. Oxford przestał być jedynie marzeniem. Stał się realną możliwością, która z każdym dniem coraz wyraźniej rysuje się w mojej wyobraźni.
Patrząc z obecnej perspektywy na minione trzy lata, widzę, w jak dużym stopniu zmieniły one moje życie. Był to okres pełen fascynujących doświadczeń, ciekawych wyzwań i spotkań z ludźmi, których trudno będzie zapomnieć. Jednocześnie, przybliżył mnie on do realizacji celów, które wydawały mi się kiedyś niezwykle odległe. Trzy lata temu mogłem jedynie marzyć o studiach prawniczych po drugiej stronie Kanału Angielskiego. Dziś aplikuję na uczelnie w Wielkiej Brytanii, korzystam z możliwości rozwoju swojej wiedzy i zainteresowań poprzez praktyki w MDDP i każdego dnia na nowo przekonuję się, że ambicja, wiara w siebie i ciężka praca są najbardziej skuteczną drogą do sukcesu, pozwalającą sprawdzać się w nowych sytuacjach i przekraczać granice, które wielu mogą się wydawać nieosiągalne.
Filip Mudyna - absolwent Liceum S. Batorego w Warszawie w programie matury międzynarodowej IB, ukończonym z maksymalnym wynikiem egzaminów końcowych. Praktykant w dziale Kancelaria MDDP. Interesuję się prawem międzynarodowym i zagadnieniami związanymi z prawami człowieka, a także muzyką klasyczną, jazzem i historią Warszawy.





























































