Miejsce, w którym kobieta nie musi już wszystkiego dźwigać sama

Znam bardzo wiele kobiet, które świetnie radzą sobie w oczach świata. Są odpowiedzialne, skuteczne, zaradne i „do ogarnięcia”. Potrafią pracować, wychowywać dzieci, opiekować się bliskimi, wspierać przyjaciół, dźwigać kryzysy, organizować życie domowe i jeszcze znajdować w sobie siłę, żeby komuś innemu powiedzieć: „Dasz radę”. Z zewnątrz wyglądają na te, które wiedzą, dokąd idą i co robią. Problem polega na tym, że bardzo często w środku od dawna są już potwornie zmęczone.

To zmęczenie rzadko wygląda spektakularnie.


Nie zawsze kończy się wielkim załamaniem, trzaśnięciem drzwiami albo decyzją, że od jutra wszystko się zmienia. Częściej przychodzi po cichu. W postaci napięcia, które nie schodzi nawet wtedy, kiedy wreszcie można usiąść. Irytacji, na którą człowiek sam nie umie znaleźć wytłumaczenia. Wieczornego poczucia, że cały dzień minął na załatwianiu spraw wszystkich dookoła, a dla siebie znowu nie zostało nic. Życia, które
z zewnątrz wygląda dobrze, ale wewnątrz to nieustanne funkcjonowanie na zadaniowym autopilocie.

Właśnie o takich kobietach myślę, kiedy mówię o Klubie Kobiet.

Nie o tych, które chcą jeszcze jednego modnego spotkania „dla kobiet”. Nie o tych, które szukają kolejnej motywacyjnej opowieści o kobiecej sile. Bardziej o tych, które od lat są silne aż za bardzo. O kobietach,
które przez długi czas były dla wszystkich, tylko nie dla siebie. O tych, które nauczyły się odpowiadać na cudze potrzeby, że wręcz nie potrafią odpowiedzieć na proste pytanie: „A czego dziś potrzebuję ja?”

Bycie silną też ma swoją cenę


Mam wrażenie, że kobiety bardzo długo potrafią żyć w przekonaniu, że tak właśnie powinno być. Że jeśli
są odpowiedzialne, to muszą dawać radę. Jeśli są matkami, partnerkami, liderkami, specjalistkami, córkami, przyjaciółkami i opiekunkami świata w promieniu kilkunastu kilometrów, to przecież nie wypada się rozsypać. Nie wypada przyznać, że jest za dużo, powiedzieć, że nie mają już siły, odłożyć zbroi, bo ktoś przecież musi ogarniać.

I w pewnym momencie ta siła zaczyna być pułapką.

Bo kobieta, która przez lata słyszy, że jest dzielna, zaczyna wierzyć, że nie ma prawa do słabości. Kobieta, która nauczyła się być oparciem dla innych, często nie umie już sama po to oparcie sięgnąć. Kobieta, która przez lata działała na wysokich obrotach, może nawet nie zauważyć momentu, w którym przestaje żyć w kontakcie ze sobą, a zaczyna wyłącznie zarządzać codziennością. Nie mówię tego z perspektywy teorii. Widzę to od lat w pracy z kobietami. Jak długo potrafią tłumaczyć same przed sobą, że „to jeszcze nie jest ten moment”, „inne mają gorzej”, „teraz nie czas zajmować się sobą”. Widzę też, jak bardzo potrzebują miejsca, w którym nie będą musiały już niczego udowadniać.

Klub Kobiet nie powstał po to, żeby dobrze brzmieć


Pierwszy Klub Kobiet stworzyłam w 2009 roku. Towarzyszyło mi przekonanie, że kobiety potrzebują przestrzeni, w której mogą się zatrzymać i pobyć bliżej siebie. Nie po to, by w ekspresowym tempie stać się lepszą wersją siebie. Nie po to, by wrócić do domu z nową listą rzeczy do wdrożenia. Bardziej po to, żeby odzyskać kontakt ze sobą, z własnym głosem, emocjami, potrzebami i granicami. Ten pierwszy Klub przez blisko trzy lata działał przy Akademii Leona Koźmińskiego. Spotykały się w nim kobiety z bardzo różnych światów.

Nikt nie pytał o wykształcenie, status materialny czy poglądy.

Liczyło się tylko to, że po drugiej stronie siedzi kobieta. Ta, która chce na chwilę zdjąć zbroję i nie być oceniana za to, że nie daje rady tak, jak od niej oczekiwano. Potem Klub został zawieszony. Nie dlatego, że przestał być potrzebny. Raczej dlatego, że nie chciałam tworzyć kolejnego miejsca, które dobrze wygląda na plakacie, ale niewiele zmienia.

Zawiesiłam spotkania, ale nie zawiesiłam idei.


Ona cały czas wracała. W historiach i rozmowach z kobietami, które spotykałam. W coraz mocniejszym przekonaniu, że takie miejsce jest potrzebne bardziej niż kiedykolwiek. Kiedy Fundacja A.R.T. zyskała własną przestrzeń, pomysł wrócił razem z nią. Tym razem już bardzo świadomie. Dla kobiet, które próbują poskładać swoje życie po przemocy, po trudnych relacjach, po kryzysach, po terapiach, po latach życia w napięciu. Dla kobiet, które nie potrzebują kolejnej instrukcji obsługi siebie, tylko miejsca, w którym ktoś spokojnie usiądzie obok. Tak w 2023 roku wrócił współczesny Klub Kobiet Fundacji A.R.T.

To nie jest miejsce dla idealnych kobiet


Myślę, że najważniejsze w Klubie Kobiet jest to, że nie trzeba przychodzić do niego w żadnej gotowej wersji siebie. Nie trzeba być już „ogarniętą”, „po terapii”, „po wszystkim”, „na nowym etapie” ani „wystarczająco świadomą”. Można przyjść zmęczona, poraniona, cicha, zła, rozbita, niepewna. Można przyjść wtedy, kiedy w życiu dzieje się dużo za dużo, ale też wtedy, kiedy z zewnątrz wszystko wygląda dobrze, a w środku coraz mocniej czuć, że coś się rozjeżdża. Klub Kobiet nie obiecuje szybkiej zmiany. Nie daje gotowych recept i nie udaje, że po jednym spotkaniu wszystko zacznie się układać. To raczej przestrzeń, w której można odzyskiwać siebie krok po kroku. Czasem przez rozmowę, czasem przez milczenie, czasem przez twórczość, ruch, muzykę albo zwykłą obecność drugiej kobiety, która rozumie więcej, niż trzeba tłumaczyć.

Spotkania od lat mają podobny rytm.


Pierwsza część daje przestrzeń na psychoedukację i zatrzymanie się przy ważnym temacie. Rozmawiamy o emocjach, granicach, relacjach, zmęczeniu, poczuciu własnej wartości, o tym, jak wracać do siebie po trudnych doświadczeniach i jak nie zgubić się w świecie, który od kobiet oczekuje nieustannej gotowości. Druga część jest przestrzenią doświadczenia. Tu naprawdę ogranicza nas tylko wyobraźnia i potrzeby kobiet, które przychodzą do Klubu. Pracujemy z ciałem, bo ono często szybciej niż głowa pokazuje, ile napięcia nosiłyśmy przez lata. Sięgamy po arteterapię, bo nie każdą historię da się opowiedzieć słowami. Korzystamy z muzykoterapii, bo czasem łatwiej usłyszeć siebie w dźwięku niż w rozmowie. Pojawia się też fitoterapia, bo czasem najprostsze rytuały troski o siebie przypominają kobiecie, że ma prawo do łagodności, odpoczynku i czułości wobec samej siebie.

To nie jest luksus. To jest potrzeba


Bardzo nie lubię narracji, w której zadbanie o siebie przedstawia się jako fanaberię, luksus albo coś, co kobieta może zrobić „jak już wszystko ogarnie”. Problem polega na tym, że to „jak już wszystko ogarnie” bardzo często nie przychodzi nigdy. Zawsze jest coś pilniejszego. Dzieci. Praca. Dom. Kryzys w związku. Choroba kogoś bliskiego. Kolejny projekt. Kolejna odpowiedzialność. Kolejne „jeszcze tylko to”. A potem nagle okazuje się, że kobieta od dawna nie pamięta, kiedy ostatni raz naprawdę słuchała siebie. Klub Kobiet powstał właśnie po to, żeby to zmieniać.  Zachęcamy, aby kobieta mogła na chwilę odłożyć wszystko, co musi i wrócić do tego, co czuje i aby nie musiała być silna dla wszystkich. Praca z kartami metaforycznymi zaprasza do tego, aby mogła przypomnieć sobie, że nadal jest ważna i jej emocje nie są przesadą, a zmęczenie nie jest słabością.

Miejsce, w którym można zacząć od jednego zdania


Klub Kobiet jest dziś realizowany w ramach programu współfinansowanego przez Miasto Stołeczne Warszawa i stanowi kontynuację działań prowadzonych wcześniej w projektach „Patent na Moc 2” oraz „Patent na Moc 4”. To ważne, bo za tym miejscem stoi konkretna, wieloletnia praca. Dla mnie ważniejsze jest jednak coś innego. To, że ten Klub zyskał zaufanie kobiet. A zaufania nie dostaje się za ładną nazwę. Zaufanie przychodzi wtedy, kiedy po drugiej stronie jest obecność, uważność i prawda. Dziś wiem jedno. Kobiety nie potrzebują kolejnych miejsc, które będą od nich czegoś oczekiwać. Potrzebują przestrzeni, która przyjmie je takimi, jakie są. Bez pośpiechu, oceniania i presji, że już powinny wiedzieć, co dalej. Potrzebują miejsca, w którym można przestać dźwigać wszystko samodzielnie i wreszcie usłyszeć własny głos spod warstw obowiązków, lęku, cudzych oczekiwań i lat życia „na funkcji”.

Podkreślamy często, że proszenie o wsparcie nie jest porażką. Bo czasem największa zmiana wcale nie zaczyna się od wielkiej decyzji. Czasem zaczyna się od jednego zdania, którego kobieta od dawna nie miała odwagi powiedzieć nawet samej sobie:

Ja też potrzebuję miejsca dla siebie.

Klub Kobiet Fundacji A.R.T. – najbliższe terminy spotkań

  • 29 sierpnia w godz. 15:00–18:00
  • 19 września w godz. 15:00–18:00
  • 26 września w godz. 15:00–18:00
  • 10 października w godz. 15:00–18:00
  • 28 listopada w godz. 15:00–18:00
  • 5 grudnia w godz. 15:00–18:00

Szczegóły i zapisy

tel. 88 555 2222
e-mail: projekty@fundacjaart.pl
więcej informacji: www.fundacjaart.pl

Klub Kobiet jest współfinansowany przez Miasto Stołeczne Warszawa i realizowany w ramach projektu „Patent na Moc 4”.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *