Dlaczego tak łatwo przychodzi nam lekceważyć cudzy czas?
Wykonawca mówił, że będzie w poniedziałek. Jest czwartek i go nie ma.
Coraz więcej Polaków zamiast odpoczywać podczas urlopu, remontuje mieszkania. Urlop, który miał być czasem regeneracji, zamienia się w logistyczną operację pełną telefonów, dostaw materiałów i czekania na ekipę. Sam remont nie jest jednak największym źródłem stresu. Najbardziej wykańcza coś innego. Telefon, który milczy. Obietnica, że „będziemy jutro”. I to jutro, które trwa tydzień.
Zaliczka jest pilna. Termin już nie.
To zjawisko zna chyba każdy, kto choć raz remontował mieszkanie. Przed rozpoczęciem prac wszystko dzieje się błyskawicznie.
– „Trzeba wpłacić zaliczkę.”
– „Proszę zarezerwować termin.”
– „Materiały trzeba kupić już dziś.”
Kiedy pieniądze trafiają na konto wykonawcy, tempo często wyraźnie zwalnia. Telefon przestaje być odbierany. Termin zaczyna być ruchomy. Pojawiają się kolejne usprawiedliwienia.
„Przecież się nic nie stało.”
A przecież stało się bardzo dużo. Bo klient również ma swoje życie. Każdy dzień opóźnienia kosztuje go nie tylko pieniądze, ale także spokój. Wziął urlop. Przełożył spotkania. Problemem nie jest jeden fachowiec. Łatwiej byłoby powiedzieć, że winni są nierzetelni wykonawcy. To byłoby zbyt proste. Podobny problem możemy coraz częściej zaobserwować również w innych usługach: mechanik, firma kurierska, serwis, ekipa montażowa. Każdy mówi: „Będziemy między dziewiątą a siedemnastą.”
To nie jest umówienie terminu.
To przerzucenie całej odpowiedzialności na klienta. Psychologowie od lat zwracają uwagę, że jednym z najważniejszych elementów budowania zaufania jest przewidywalność. Nie chodzi o to, żeby nigdy nie zdarzyło się opóźnienie. Każdemu może zepsuć się samochód albo wydłużyć poprzednie zlecenie. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś nie informuje. Milczy. Liczy, że klient „jakoś to zrozumie”. Tymczasem jeden telefon z informacją: „Nie zdążę. Mogę być jutro o 10. Czy to dla pani w porządku?” potrafi uratować relację. Bo szacunek do klienta zaczyna się od szacunku do jego czasu. Zastanawia mnie coś jeszcze.
Dlaczego tak rzadko reagujemy?
Dlaczego boimy się powiedzieć:
– „Umówiliśmy się inaczej.”
– „To już kolejne opóźnienie.”
– „Nie zgadzam się na takie traktowanie.”
Może dlatego, że remont zdarza się raz na kilka lat i obawiamy się, że wykonawca po prostu zniknie. Często też myślę, że przyzwyczailiśmy się do myśli, że „tak już jest”. A przecież nie powinno.
Kiedy słyszę historie znajomych o kolejnych przesuwanych terminach, myślę sobie, że profesjonalizm nie zaczyna się od idealnie położonych płytek tylko od dotrzymanego słowa. I bycia w tej relacji uczciwym. Bo pieniądze są ważne, ale zaufanie jest bezcenne. Ono buduje się nie wtedy, gdy prosimy o zaliczkę, ale gdy druga strona może spokojnie powiedzieć:
„Jeśli umówiliśmy się na poniedziałek, to wiem, że w poniedziałek ktoś zapuka do moich drzwi.”
https://www.managernaobcasach.pl










